Przeskocz do treści

Szpitale w ramach własnych środków dbają o zaopatrzenie, ale w czasie pandemii i  walki  z koronawirusem potrzeby są ogromne i  każda pomoc jest na wagę złota.

Pacjenci trafiają na oddziały z różnych sytuacji. Nie zawsze mogą i  zdążą spakować potrzebne rzeczy. Nie ma odwiedzin, a tym samym przekazywanie czegokolwiek przez rodzinę jest utrudnione. Poza tym nie wszyscy mają bliskich pod ręką. -Podarowana butelka wody nie tylko zaspokaja pragnienie pacjenta, ale jest gestem  wsparcia i solidarności.  To miły gest empatii z zewnątrz dla chorych i osamotnionych covidowych  pacjentów. Myślę, że nikogo nie trzeba o tym przekonywać – mówi Maria Sienkiewicz, szefowa suwalskiej Fundacji PROMYK.

Fundacja prowadzi zbiórkę niezbędnych  pacjentom  rzeczy. Przede wszystkim potrzebna jest woda mineralna nie gazowana w  małych butelkach, nutridrinki, mydło w płynie,  ręczniki papierowe, chusteczki nawilżające.  Potrzebne są też piżamy  w większym rozmiarze. Mogą być używane, ale w dobrym stanie i oczywiście uprane.

Osoby, które chciałyby przekazać wymienione rzeczy, prosimy o dostarczanie ich  do suwalskiej Straży Miejskiej ul. Noniewicza 71 A  od poniedziałku do piątku, w godz. 7.00 – 16.00.

Brakuje krwi w regionalnych bankach . Problem pojawia się każdego roku w okresie letnim. W tym roku, w związku z pandemią koronawirusa, jest jeszcze dotkliwszy.

Letnia akcja krwiodawstwa Suwalskiego Oddziału Terenowego Stacji Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa oraz Fundacji PROMYK jest już tradycją. W obecnej dobie każdy litr tego życiodajnego płynu, zdobyty w ramach naszej akcji, ma wartość nie do przecenienia.

-W szlachetnym geście oddania krwi podaruj komuś życie - apeluje Maria Sienkiewicz, szefowa fundacji. - Choroba, nieszczęśliwy wypadek spada nagle. Tym kimś może okazać się ktoś bliski, sąsiad, kolega z pracy. Również Ty możesz jej potrzebować.
Doktor Jolanta Osińska, kierowniczka Suwalskiego Oddziału Terenowego Stacji Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa zapewnia: - Chętni do oddania krwi w czasie pandemii nie muszą się niczego obawiać. Pobranie krwi, z zachowaniem procedur, jest bezpieczne.


Mobilny punkt krwiodawstwa Suwalskiego Oddziału Terenowego Stacji Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa będzie czekał 19 lipca w godz. 6.30 – 13.00 na placu parafii pw. Matki Bożej Miłosierdzia (ul. Prymasa Wyszyńskiego 3)
Chętni będą również mogli skorzystać z możliwości zarejestrowania się jako potencjalni dawcy komórek macierzystych.

                Pomagamy Natalii w walce z bulimią

       To nie fanaberia nastolatki, jak się powszechnie zwykło sądzić, ale choroba, która niszczy dziewczynę. Leczy się ją często latami i nie zawsze z sukcesem. Terapia w prywatnych gabinetach, bo praktycznie   tylko na taką można liczyć, to ogromne koszty, których rodzina już nie jest w stanie dźwigać.

    Bulimia nervosa czyli zaburzenie odżywiania -   brzmi niewinnie, ale to podstępna i bardzo niebezpieczna choroba. Jej siostrą jest anoreksja. Bywa, że atakują na zmianę. Obie, to powolny proces mentalnego i fizycznego umierania. Bo wszystko dzieje się w głowie. Początek to zwykle niewinny brak poczucia własnej wartości.

     Natalia urodziła się z porażeniem mózgowym. Od pierwszego dnia dziewczynka   walczyła z ułomnościami, które przyniosła ze sobą na świat. Lata jej ciężkiej pracy i zaangażowania rodziców – konsultacje, rehabilitacje, terapie – przyniosły efekty. Nieśmiała ładniutka blondyneczka z zachwianą motoryką, jako nastolatka była już sprawną, dobrze ułożoną dziewczyną. W gimnazjum przynosiła świadectwa z czerwonym paskiem. Problem zaczął się, kiedy skończyła 16 lat, a mama musiała podjąć pracę. Na „księżniczkę spod klosza” spadły obowiązki. Natalia nie poradziła sobie z odpowiedzialnością za to, żeby rano wstać, zjeść śniadanie, pójść do szkoły. Pojawiały się problemy. Te, z którymi już oraz nowe, typowe dla nastolatek – jestem inna, brzydka, gruba,   do niczego.

     Lekkie z początku odchudzanie zastąpiła drakońska dieta ograniczona do owoców i produktów białkowych – jajka, jogurty, mleko. Pierwsza diagnoza – anoreksja    nervosa   (jadłowstręt psychiczny).   Pusty żołądek „w głowie” jest wypakowany po brzegi. Wymiotowanie przynosi ulgę, pozbywa się kalorii i wyrzuca to, co złe. Jednak w jakimś momencie organizm nie wytrzymuje i domaga się jedzenia. Trzeba więc szybko napchać się. Łapczywie i bez ograniczeń, bo głód boli, zaburza myślenie. Dwadzieścia nuggetsów, cztery jogurty, litr mleka popite napojem musującym. Mentalnie nadal nie przyjmuje się jedzenia, więc trzeba je szybko  wyrzucić. W toalecie, jak się zdąży, w łóżku, na podłogę. Druga diagnoza: bulimia nervosa (żarłoczność psychiczna).

      Ten zgubny nałóg bez reszty zawładnął życiem Natalii. Nie ma nauki, zainteresowań, psują się relacje z rówieśnikami i bliskimi. Pojawiły się problemy gastryczne i inne przykre dolegliwości. Również natury emocjonalnej. One niszczą dziewczynę mentalnie i fizycznie.

     Rodzice szukają pomocy. Odwiedzają z Natalią kolejne gabinety psychiatrów, psychologów, terapeutów.   Pobyty w szpitalu i farmakologia   dają dziewczynie siłę i wytchnienie od choroby na kilka dni. Potem wszystko zaczyna się od nowa.

      Natalia chce wrócić do normalnego życia. Ale do tego nie wystarczy zacząć normalnie jeść. Prawda jest inna. Dziewczyna sama nie da rady.  Jedynym ratunkiem jest terapia, terapia i jeszcze raz terapia. Długa i kosztowna.

         Pomóżmy Natalii, bo każdy dzień z chorobą jest udręką dla niej i jej bliskich.   Pomóżmy   Natalii, która woła o pomoc.    

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

         W sylwestrową noc na niebie rozbłyskują fajerwerki, na ziemi wybuchają petardy. Huk, wizg, kanonada i wszechobecny smog. Niektórzy to lubią, ale wielu nie cierpi, a jeszcze inni się boją.

        Zwłaszcza zwierzęta, które nie rozumieją co się dzieje. Ogarnia je panika. Ból, w bardziej niż ludzkie wrażliwych, uszach staje się nie do zniesienia. Skutki są nierzadko przerażające. Bywa, że wystrzałowa noc dla wielu jest ostatnia – zwierzęta, zarówno te domowe, jak i wolno żyjące, po prostu umierają na zawał. Przerażone ptaki rozbijają się o fasady domów.
Przeciwko masowym pirotechnicznym eksplozjom podnosi się coraz więcej protestów.
        Suwalskie "Zbuntowane Anioły", z placówki wsparcia dziennego dla młodych ludzi, zaprosiły Marię Sienkiewicz, szefową Fundacji "Promyk", aby przekazać swój sprzeciw. Młodzież podzieliła się doświadczeniami ze swoimi pupilami reagującymi na eksplozje i doszła do wniosku, że można się cieszyć i świętować w innych sposób. Wykorzystując na przykład efekty świetlne, muzyczne czy pokazy laserowe.
       Wszystkich uczestników spotkania ucieszyła wiadomość, że w tym roku podczas suwalskiego miejskiego sylwestra wystrzelą jedynie korki od szampana.

Małgosia Żywalewska odeszła 22 listopada 2019 r.
Trudno pogodzić się z myślą, że nasza pomoc nie mogła sięgnąć dalej, by zatrzymać tę wspaniałą i dzielną dziewczynę po tej stronie. Wierzymy, że jej śmierć ma cel. Tam, w górze, pewnie też potrzebne są istoty wrażliwe na potrzeby innych.
Razem z Julką i Jerzym wierzymy, że Małgosia nie odeszła na zawsze. Pozostanie w myślach i sercach wszystkich, którzy ją znali.
🖤 „Śmierć nie jest końcem wszystkiego.
Przeszłam tylko do sąsiedniego pokoju. Nadal jestem sobą.
I dla siebie jesteśmy tym samym, czym byliśmy przedtem.
Zatem nazywaj mnie wciąż moim imieniem , mów do mnie, jak zawsze.
Nie zmieniaj tonu głosu, nie rób poważnej i smutnej miny.
Uśmiechaj się, myśl o mnie, módl się za mnie.
Niech moje imię będzie wciąż wymawiane,
ale tak, jak było zawsze – zwyczajnie i bez oznak zmieszania.
Życie przecież oznacza to samo, co przedtem, jest tym samym, czym zawsze było.
Żadna nić nie została przerwana.
Dlaczego więc miałabym być nieobecna w twoich myślach tylko dlatego,
że nie możesz mnie zobaczyć?
Czekam na ciebie bardzo blisko… tuż-tuż… po drugiej stronie drogi .

Podczas wtorkowej akcji pozyskiwania potencjalnych dawców komórek macierzystych zapisano około 200 nowych kandydatów. Dołączyli oni do ponad trzech tysięcy zarejestrowanych już w bazie Ośrodku Dawców Szpiku Fundacji DKMS mieszkańców Suwałk i okolicznych miejscowości.
- Trzydzieści osób zostało już dawcami komórek - informuje Maria Sienkiewicz, szefowa Fundacji PROMYK, współorganizatora akcji. - Cieszę się, że coraz więcej, zwłaszcza młodych ludzi, ma świadomość, że ich komórki macierzyste dają ciężko chorym, zwłaszcza na nowotwory krwi, nadzieję na nowe życie. Spotykając się z młodzieżą w szkołach widzę bardzo duże zainteresowanie, słyszę wiele entuzjazmu i deklaracji. Jednak muszę ze smutkiem stwierdzić, że nie przekłada się to na ilość osób, które potem rejestrują się jako potencjalni dawcy. Myślę, że ludzie wciąż nie są jeszcze do końca przekonani, że ratując życie innym sami nie ponoszą uszczerbku na zdrowiu. Boją się bólu, boją się czegoś, czego nie znają. Jestem przekonana, że z roku na rok, dzięki naszym akcjom, będzie ich coraz więcej. Bo potrzeby są ogromne.
❤️❤️ Fundacja Promyk pięknie dziękuje osobom, które wzięły udział w tegorocznej akcji życząc, aby już jako potencjalni dawcy, mogli uratować gasnące życie swoim genetycznym bliźniakom. To wielkie wyróżnienie i zaszczyt.
Wielkie słowa uznania kieruje w stronę władz suwalskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, która już tradycyjnie otwiera drzwi dla tej wspaniałej akcji.

Może to właśnie ty jesteś czyimś bliźniakiem genetycznym, który uratuje gasnące życie. Na świecie co kilka minut ktoś umiera na nieuleczlne choroby, zwłaszcza krwi, w których jedynym lekiem są komórki macierzyste. Terapia z ich zastosowaniem określana jest medycyną XXI wieku.

Dzisiaj jesteś zdrowy, cieszysz się życiem i myślisz, że zawsze tak będzie. Jednak choroba może przyjść niespodziewanie. Może dotknąć każdego. Dziecko, młodą osobę, ojca, matkę…
Walka ze straszliwą chorobą to ból, cierpienie, bezradność, ale i nadzieja. Nadzieja pokładana w przeszczepie komórek macierzystych, kiedy inne metody zawiodą. Wiara, że znajdzie się ktoś o wielkim sercu, bliźniak genetyczny, który podaruje cząstkę siebie.

29 października w godz. 12.00 - 17.00 w Suwałkach w PWSZ i Oleckim Starostwie Powiatowym będzie można wpisać się do rejestru dawców komórek macierzystych.

-To nie boli i nic nie kosztuje, a możesz uratować czyjeś gasnące życie. Przyjdź i sprawdź czy możesz zostać dawcą – zachęca Maria Sienkiewicz, szefowa Fundacji Promyk. - Jednak zanim podejmiesz decyzję zastanów się, czy w sytuacji gdy nieznana osoba będzie czekała na cenny dar, ty wycofasz się odbierając nadzieję.
Potencjalnym dawcą komórek macierzystych może zostać ogólnie zdrowa osoba w wieku 18 -55 lat, która przejdzie   wstępny wywiad medyczny i wypełni formularz z danymi osobowymi. Pobrany materiał poprzez wymaz z jamy ustnej zostanie przekazany do badania   antygenów zgodności tkankowej.   Procedura zajmuje około 20 minut. Po przebadaniu materiału genetycznego i wprowadzeniu danych do bazy kandydatów przyszły dawca otrzymuje potwierdzenie rejestracji oraz kartę dawcy. Cały proces rejestracji trwa 3-4 miesiące.  Faktycznym dawcą zostaje się wtedy, gdy komórki  macierzyste zostaną pobrane  i wszczepione choremu genetycznemu bliźniakowi.
Więcej informacji można znaleźć na stronie Fundacji Promyk www.fundacjapromyk.pl oraz www.dkms.pl

Brak krwi w bankach - problem pojawia się w okresie wakacyjnym, kiedy to najczęściej dochodzi do wypadków, a krwiodawcy korzystają z urlopów. W okresie letnim ich liczba spada nawet o połowę.

14 lipca w godz. 7.30 – 13.30 na placu parafii pw. Matki Bożej Miłosierdzia (ul. Prymasa St. Wyszyńskiego 3) mobilny punkt krwiodawstwa  Suwalskiego Oddziału Terenowego Stacji Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa będzie czekał na tych, którzy w szlachetnym geście oddania krwi zechcą podarować  komuś  życiodajny lek.

A życie to kolejne urodziny, kolejna rocznica, kolejny dzień na plaży, noc pod gwiazdami, rozmowa z przyjacielem, kolejny uśmiech, uścisk, kolejna szansa...

Fundacja PROMYK, jak co roku, włącza się w akcję.

 – Letnia akcja krwiodawstwa jest już tradycją.  Niech w tym roku oddana krew będzie cegiełką  mieszkańców Suwałk do duchowego  pomnika upamiętniającego,  przypadające 18 maja przyszłego roku,  stulecie urodzin Jana Pawła II, który afirmował życie jako największą wartość – mówi Maria Sienkiewicz, szefowa fundacji. – Wspólnie z doktor Jolantą Osińską z suwalskiej stacji krwiodawstwa zachęcamy do podzielenia się darem życia. Chętni będą również  mogli skorzystać z możliwości zarejestrowania się jako potencjalni dawcy komórek macierzystych.



			

               Jedenastoletnia Wiktoria jest wojowniczką walczącą  od   urodzenia   z    wadami swojego ciała i licznymi     chorobami. Dziewczynka nie poddaje się chociaż stan kręgosłupa może w każdej chwili zatrzymać ją w łóżku już na zawsze.

     Żeby Wiktoria mogła po raz kolejny wygrać z chorobą potrzebne   są pieniądze    na  terapię, której może   się  podjąć  dr Sagan z   Pomorskiego Uniwersytetu w Szczecinie,  neurochirurg mający ogromne doświadczenie w leczeniu takich skomplikowanych przypadków.

          Małgorzata Kida, mama dziewczynki pokazuje grubą teczkę   z dokumentacją   medyczną.

  • - Córka urodziła się z szeregiem wad wrodzonych – mówi --Małgorzata. -  W trzecim miesiącu życia zoperowano jej serduszko, ale nie udało się naprawić go do końca. Nie domykające się zastawki i przecieki krwi nadal są do zoperowania. Jednak lekarze wstrzymują się przed ryzykiem zabiegu na sercu, gdyż może tego nie wytrzymać jedyna nerka córki. Operacji podejmą się  tylko w przypadku, gdy zajdzie potrzeba ratowania życia. Wiktoria jest teraz w trakcie diagnozowania w zakresie rzadkiej wady genetycznej.

Aktualnie największym problemem jest pogłębiająca się wada kręgosłupa. Dziewczynka, w miarę jak rośnie, coraz częściej traci władzę w nogach. Grozi jej paraliż. Jedynie ręce dr Sagana mogą ją uratować od kalectwa.

  • - Nie mamy możliwości finansowych na leczenie córki w odległej klinice. Oprócz Wiktorii mamy również niepełnosprawnego syna. Kochamy nasze dzieci, troszczymy się o nie i każdy grosz przeznaczamy na terapię, co wiąże się z licznymi wizytami u specjalistów w poradniach i klinikach oddalonych od Suwałk. Teraz czekają nas wyjazdy do Szczecina. Z przerażeniem myślę o tym, co powiem Wiktorii jeżeli nie będzie nas stać na jej leczenie   Nie jest łatwo prosić o pomoc – Małgorzata nie kryje łez. – Ale miłość do dziecka jest ważniejsza niż duma czy wstyd. Dlatego proszę – otwórzcie serca i pomóżcie naszemu dziecku.

Prośbę rodziców Wiktorii gorąco popiera Maria Sienkiewicz, szefowa Fundacji PROMYK:

- Nigdy nie zawiedliśmy się na osobach o wielkich sercach, czułych na potrzeby innych. Zwłaszcza dzieci. Wierzymy, że i tym razem ruszą z pomocą naszej podopiecznej. Każda najdrobniejsza kwota to dla Wiktorii szansa na zdrowie i godne życie.

Pieniądze można wpłacać na konto fundacji w Banku Spółdzielczym w Rutce-Tartak nr konta: 
77 93670007 0010 0019 7087 0001 z dopiskiem: WIKTORIA

Więcej informacji na stronie fundacji: www.fundacjapromyk.pl

 

 

 

Kasia Kruszniewska ma dziesięć lat. To pogodna i uśmiechnięta  dziewczynka  uwięziona w niedoskonałym ciele. Kasia urodziła się w zamartwicy. Lekarze już w pierwszej dobie zdiagnozowali zaburzenia oddychania i wadę serca. Po czterech miesiącach stwierdzili też zespół wzmożonego napięcia mięśniowego. Potem czterokończynowy  niedowład z przewagą strony lewej.

Mama Kasi już wtedy nie miała złudzeń, że jej dziecko będzie się normalnie rozwijało.

-Wiedziałam, że nie mogę,  jak każda  mama, oczekiwać z radością  na pierwszy kroczek mojej córeczki, na  wyjście z pieluch.  Zdawałam sobie sprawę, że jej pierwszy krok zostanie okupiony bólem, łzami i potem, ale postanowiłam, że zrobię wszystko, aby go postawiła – mówi pani Jola.

Ta cicha bohaterka każdego dnia podjęła heroiczną  walkę o odrobinę sprawności i samodzielności swojego dziecka.   Dziesięć lat życia Kasi i jej mamy, to wizyty u specjalistów, pobyty na oddziałach szpitalnych, jeżdżenie od jednego ośrodka  do drugiego, godziny usprawniania, pokonywania bólu, nierzadko mierzenia się  z własną bezsilnością, bo i tak się zdarzało. Tata dziewczynki, który sam jest osobą niepełnosprawną, wspierał je w domu. W 20016 roku Kasia przeszła zabieg fibrotomii, który rozluźnił jej napięte mięśnie i zniósł ból.

Dzięki rehabilitacji dziewczynka postawiła swój pierwszy krok, a po nim następne coraz pewniejsze.  Jeszcze potrzebuje asekuracji, ale z każdym dniem coraz lepiej radzi sobie z lewą nogą. Również lewa ręka, obecnie w ortezie, jest sprawniejsza.

Chociaż rodzicielstwo pani Joli i jej męża naznaczone jest codzienną  walką, to nie pozbawione dumy z każdej, nawet maleńkiej,  poprawy sprawności, z każdego sukcesu ich córeczki.

W marcu Kasia i jej mama chciałyby  skorzystać z turnusu w Centrum Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży „Marzenia” w Gołdapi. To jest marzenie dziewczynki i jej rodziców oraz szansa na lepszą jakość życia, ale na przeszkodzie stoi brak pieniędzy. Turnus kosztuje około 6 tys. złotych. Część zrefunduje Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, ale większość muszą wyłożyć rodzice, których "skarbonka" świeci pustkami, bo leczenie i rehabilitacja córki pochłania każdy grosz.

  -Wierzymy, że i tym razem  ludzie o szczodrych sercach nie zawiodą i ruszą z pomocą Kasi, tej dzielnej i uroczej dziewczynce – mówi Maria Sienkiewicz, szefowa „Promyka”. – Wspomóżmy ją choćby niewielką kwotą. Radość jaką można za nią sprawić będzie przeogromna.

Pieniądze prosimy wpłacać na konto fundacji w Banku Spółdzielczym w Rutce-Tartak nr konta:
77 93670007 0010 0019 7087 0001  z dopiskiem KASIA.