Za kilka dni Stanisław Ołów z Bakaniuka  i jego dwaj synowie przeprowadzą się do nowego domu. Na miejscu starego drewnianego domku, który ogień strawił do fundamentów  stoi murowany budynek wyposażony we wszystko, co niezbędne do funkcjonowania trzyosobowej rodziny. Powstał dzięki pomocy gminy i wielu ludzi dobrej woli.

                                                         ***

                                      W czerwcu ubiegłego roku  59-letni rolnik stracił w pożarze dach nad głową. Mężczyzna samotnie wychowujący dwóch czternastoletnich  bliźniaków  był bliski załamania, bo skromne dochody z gospodarstwa nie pozwalały nawet marzyć o odbudowie domu.

Pogorzelcy nie zostali sami. Na pomoc ruszyli sąsiedzi, którzy przygarnęli ich pod swój dach. Mieszkańcy wsi szybko uporali się z uporządkowaniem pogorzeliska. Władze gminy Raczki otoczyły rodzinę opieką i pomagały  w załatwianiu formalności związanych z budową nowego domu, która ruszyła już jesienią. Fundusze gromadzono na zasadzie grosz do grosza.  Ludzie  wpłacali na konto pogorzelców pieniądze, przywozili materiały, dostarczali sprzęty, służyli pracą własnych rąk.  Pomogła finansowo gmina, wpłynęły pieniądze z  ubezpieczenia. Dom rósł ku radości jego przyszłych lokatorów. 

 - Pan Stanisław nie spodziewał się, że tak szybko będzie mógł wrócić na swoje. I ojciec i synowie nie ukrywają wielkiego szczęścia, które ich spotkało dzięki ludziom o dobrych sercach - mówi Maria Sienkiewicz z Fundacji Promyk, która od początku zaangażowała się w pomoc pogorzelcom.