Przeskocz do treści

Podzielili się cząstką siebie, by ratować innych

/http://www.suwalki.info/news.php?id=19981
Podzielili się cząstką siebie, by ratować innych
Już ponad 3 tysiące suwalczan jest zarejestrowanych w bazie dawców komórek macierzystych, a 22 osoby oddały szpik. Po raz kolejny w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Suwałkach zorganizowano Dzień Dawcy Szpiku, który jest idealną okazją do zarejestrowania się. zobacz zdjęcia »

Około pięciu tysięcy Polaków rocznie słyszy diagnozę - rak krwi. Często dla wielu chorych jedynym ratunkiem jest przeszczep. Te słowa słyszą rodzice małych dzieci, młodzież, dorośli. Bez względu na wiek każdy może zachorować, ale również każdy może pomóc. Białaczka nie jest wyrokiem, można z nią walczyć.

To już 9 akcja zorganizowana w Suwałkach, kiedy mieszkańcy mają okazję zarejestrować się w bazie dawców. - Myślę, że świadomość jest większa - mówi Maria Sienkiewicz z Fundacji „Promyk”. - Wciąż ludzie nie są jeszcze do końca przekonani, że nie ma żadnych uszczerbków na zdrowiu, że nie wpływa niekorzystnie na zdrowie oddanie komórek macierzystych. Boją się bólu, boją się czegoś, czego nie znają - dodaje.

O tym jak wygląda procedura, jak również o tym, że sam proces oddawania komórek macierzystych jest bezbolesny, wie 22-letni Mateusz Bykowski. Suwalczanin dwa lata temu, będąc na pierwszym roku studiów ratownictwa medycznego wraz z kolegami i koleżankami z roku zarejestrował się jako potencjalny dawca. Po około miesiącu otrzymał telefon, że został dopasowany jako dawca dla chorej na białaczkę kobiety.

- Nie wahałem się nawet chwili, po to się zarejestrowałem, żeby pomóc. Zgodziłem się i ruszyła cała procedura. Najpierw zostałem zbadany w Suwałkach, między innymi badanie krwi, morfologia. Później pojechałem do Warszawy, do szpitala na Banacha na badania czy nie ma żadnych przeciwwskazań - tłumaczy. - Zostałem zakwalifikowany do oddania szpiku z krwi obwodowej - dodaje.

Po takich badaniach przyjmuje się czynnik wzrostu, jak tłumaczy Mateusz są to proste zastrzyki podskórne. Później już jest zabieg.
- Pojechałem do Warszawy, usiadłem w fotelu, dwa wkucia i to wszystko. Cztery godziny siedziałem i oddawałem szpik, to nic nie bolało, siedziałem sobie rozmawiałem z pielęgniarkami - wyjaśnia. Jak dodaje nic go to nie kosztowało, ponieważ wszystkie koszty pokryła fundacja DKMS. Po dwóch latach Mateusz poprosił o możliwość poznania kobiety, której pomógł.

Mimo wielu obaw i stereotypów związanych z oddawaniem komórek macierzystych, suwalczanie co roku chętnie pojawiają się w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej, by się zarejestrować. Średnio jest to około 200-300 osób. Tegoroczna akcja jest prowadzona z myślą o 18-letnim Dawidzie, który o chorobie dowiedział się w wakacje.